Shoutbox
Blog
Gary Moore nie żyje

Gitarzysta i wokalista, Gary Moore, zmarł rankiem, 6 lutego. Miał 58 lat. Informację o śmierci potwierdził obecny menedżer Thin Lizzy, Adam Parson. Artysta zmarł we śnie. "Nie mogę uwierzyć, że go już nie ma", "odszedł jeden z największych", "nie mogę się otrząsnąć" - brzmią głosy artystów poruszonych nagłą śmiercią Moora.
Ciało muzyka znaleziono w pokoju hotelowym w Esteponie, w Hiszpanii, gdzie prawdopodobnie przebywał na wakacjach. Przyczyna śmierci zostanie ustalona po sekcji, wiadomo jednak, że artysta umarł we śnie.
"Granie z Garym w czasach »Black Rose« było niezapomnianym przeżyciem. Był niesamowitym gitarzystą i wspaniałym człowiekiem. Będzie mi go brakowało" - mówił na wieść o śmierci przyjaciela Scott Gorham z Thin Lizzy. "Znałem Gary'ego od 1967 roku i od tamtej pory byliśmy przyjaciółmi. Zawsze bardzo dbał o siebie, był okazem zdrowia. Nie mogę uwierzyć, że go już nie ma" - dodawał Brian Downey, bębniarz Thin Lizzy.
Śmierć artysty poruszyła także znamienitych polskich gitarzystów. "Naprawdę odszedł jeden z największych, choć nie zawsze doceniany. Ogromna strata, nie tylko dla gitarzystów" - napisał Jacek Królik (m.in. Brathanki, Grzegorz Turnau). "Nie mogę się otrząsnąć po wiadomości o śmierci Gary'ego Moore'a. Miał na mnie ogromny wpływ jako gitarzysta i muzyk. Rozpamiętuję utwory, płyty i dociera do mnie, jak wiele dziś tracimy z jego odejściem" - dodawał Grzegorz Skawiński (O.N.A., Skawalker, Kombi).
Poza wspomnianymi już kolaboracjami, warto wspomnieć, że Gary Moore współpracował też choćby z supergrupą Traveling Wilburys. Jako jednego ze swych idoli wymieniają go między innymi: Vivian Campbell (Def Leppard), Jake E. Lee (Ozzy Osbourne, Badlands), John Norum (Europe), Joe Bonamassa, Adrian Smith (Iron Maiden), Kirk Hammett (Metallica).
Gary Moore wielokrotnie gościł w Polsce. Po raz ostatni można było podziwiać jego wyjątkowe umiejętności w listopadzie 2009 roku, w Warszawie. Zapytany kiedyś, jaką radę dałby początkującym gitarzystom, powiedział: "Żeby się nauczyli wykorzystywać przestrzeń w piosence. Muszą zrozumieć, że nie wszędzie trzeba pakować dźwięki. Warto zostawić czasem puste miejsce. Tyczy się to zwłaszcza gitarzystów, którzy chcą grać bluesa".
Gary Moore urodził się 4 kwietnia 1952 roku w Belfaście. Swoją karierę zaczął w wieku 16 lat jako gitarzysta grupy Skid Row, do której dołączył na prośbę wokalisty Phila Lynotta. Później, również za sprawą Lynotta, zastąpił odchodzącego gitarzystę grupy Thin Lizzy, Erica Bella
Największe sukcesy w dorobku Moore'a odniosły płyty: "Black Rose: A Rock Legend" (1979) zespołu Thiny Lizzy, oraz solowe krążki artysty: "Back on the Streets" (1979), "Run for Cover" (1985), "Wild Frontier" (1987) oraz "Still Got the Blues" (1990).
Najważniejsze piosenki w repertuaru Moore'a to: "Parisienne Walkways", "Out In The Fields" , "Still Got The Blues", "Epmty Rooms", oraz "Over The Hills And Far Away".
Biografia Gary'ego Moor'a:

Gary Moore osiągnął, to co nie zdarza się często - równie wielki sukces grając ostrego rocka, jak i muzykę bluesową. Jego znaki firmowe to rozpoznawalne brzmienie oraz niesamowite, długie dźwięki wywołujące ciarki. Gra tego artysty inspiruje, i bez wątpienia będzie inspirować, wielu gitarzystów. Napisał niezapomniane przeboje, choćby "Over The Hills And Far Away", "Still Got The Blues", czy "Parisienne Walkways" (razem z Philem Lynottem).
Nazywał się Robert William Gary Moore i urodził się 4 kwietnia 1952 roku w Belfaście, w Irlandii Północnej. Muzyką interesował się od dziecka, a jego pierwszym instrumentem była niemiecka gitara akustyczna, na której zaczął grać mając osiem lat. Miłością do muzyki zaraził go ojciec, Robert, który organizował lokalne koncerty i nie miał nic przeciwko temu, aby syn korzystał z jego płytoteki. Robert Moore był też tym, który podarował synowi wspomniany akustyczny instrument, na którym Gary nauczył się między innymi kilku piosenek The Shadows. Pierwszą dobrej jakości gitarę elektryczną, Fendera Telecastera, trzymał w rękach sześć lat później. Co ciekawe, Gary był mańkutem, ale nauczył się grać na instrumencie dla praworęcznych. Jako początkujący gitarzysta wzorował się na legendach bluesa z Albertem Kingiem na czele. Kochał też Elvisa Presleya i The Beatles.
"Zacząłem umieć co nieco grać jako 10-latek, a wtedy popularni byli Hank Marvin i The Shadows. Następnie przyszedł czas Beatlesów i zakochałem się w George'u Harrisonie. "Uwielbiałem jego melodie i pomysłowość" - wspominał po latach Moore.
Kiedy w rodzinnym Belfaście zobaczył koncerty Jimiego Hendrixa i Bluesbreaker's Johna Mayalla, zaczął intensywnie pracować nad bluesowo-rockowym stylem gry. W tym okresie inspiracją dla Moore'a był także, poznany osobiście, znany z Fleetwood Mac Peter Green. Wiele lat później Gary złożył angielskiemu muzykowi hołd w postaci płyty.
Poważną karierę Gary Moore rozpoczął w wieku 16 lat w dublińskim zespole Skid Row, w którym po raz pierwszy na jego życiowej i artystycznej drodze pojawił się basista i wokalista Phil Lynott. Phil nie zagrzał długo miejsca w grupie. Odszedł z niej, aby założyć Thin Lizzy, formację, która także odegra niemałą rolę w karierze Gary'ego. Moore kontynuował przez kilka lat granie ze Skid Row. Do sukcesów tej grupy można zaliczyć supportowanie Fleetwood Mac w Belfaście. Właśnie dzięki temu Gary mógł poznać osobiście Petera Greena. Słynny Anglik oczarowany poziomem gry młodszego kolegi, zażądał od swojego menedżera, aby zatroszczył się o kontrakt płytowy dla Skid Row. Ten z polecenia się wywiązał. Kapela z Irlandii podpisała papiery z CBS. Moore wykorzystał okazję i odkupił od Greena gitarę model 1959 Gibson Les Paul Standard, która na lata stała się jego głównym instrumentem.
Skid Row wydał kilka singli i albumów, zagrał parę udanych tras koncertowych, ale komercyjnego sukcesu nie odniósł. Zniechęcony takim obrotem sprawy Moore pożegnał się z formacją w roku 1972 i założył własny zespół, Gary Moore Band, trio, w którym był wokalistą i gitarzystą. Niestety, także to przedsięwzięcie nie dało Moore'owi sukcesu i zaowocowało tylko jedną płytą, "Grinding Stone" z 1973 roku. Gitarzysta przez krótki czas współpracował z przyjacielem Philem Lynottem w Thin Lizzy, a potem sprawdził się wielokrotnie jako muzyk sesyjny, choćby supergrupy Colosseum II, z którą zarejestrował kilka płyt. Do Thin Lizzy jednak kilka lat później powrócił. Lynott poprosił go o dołączenie, gdy grupa otrzymała propozycję otwierania koncertów na amerykańskiej trasie osiągającej właśnie wielką popularność formacji Queen. Z zadania Gary wywiązał się doskonale. Po trasie kontynuował pracę w charakterze muzyka sesyjnego (m.in. dla Andrew Lloyd Webbera, Roda Argenta), a także wydał bardzo udany krążek solowy "Back On The Streets". Znalazł się na nim jeden z jego klasycznych numerów, napisana z Lynottem piękna ballada "Parisienne Walkways". Dotarła do pierwszej 10. brytyjskiego notowania singli. Dobra passa Gary'ego została przedłużona dzięki udziałowi w nagraniach znakomitego krążka Thin Lizzy "Black Rose". Płyta, uważana za jedną z najlepszych w dyskografii formacji, okazała się komercyjnym sukcesem i w znaczącym stopniu przyczyniła się do wzrostu popularności Moore'a. Gitarzysta nie był jednak w stanie wpasować się na stałe w zespół przyjaciela. Ponownie, po kłótniach, opuścił jego szeregi, by działać na własną rękę. Najpierw wspomógł legendarnego bębniarza Cozy'ego Powella w realizacji jego solowego materiału, a następnie utworzył grupę G Force, która jednak wydała tylko jedną płytę i sukcesu nie odniosła.
Początek lat 80. to dla Gary'ego ponownie praca w charakterze muzyka sesyjnego. Między innymi dla Grega Lake'a z Emerson, Lake And Palmer i ponownie Cozy'ego Powella. Później Moore uznał, że najwyższy czas wziąć się na poważnie za karierę solową, zwłaszcza że były dobre czasy dla muzyki rockowej. Gitarzysta zaczął od mocnego uderzenia. W 1982 roku, ukazała się płyta "Corridors Of Power" ze znakomitymi piosenkami "Rockin' Every Night", "I Can't Wait Until Tomorrow" i coverem "Wishing Well" Free. Po tym krążku przyszła pora na "Victims Of The Future" z piękną balladą "Empty Rooms", kapitalną koncertówkę "We Want Moore!". Kolejny krążek uczynił już z Moore'a gwiazdę. Mowa o "Run For Cover", na którym pojawiły się porażające znakomitością kompozycje "Reach For The Sky", "All Messed Up", "Military Man" i "Out In The Fields". Gościnnie na krążku słychać Glenna Hughesa z Deep Purple oraz Phila Lynotta. Gary nagrał także na album nową wersję "Empty Rooms". Jeszcze lepiej komercyjnie radziły sobie, jak się okazało, dwie ostatnie hardorckowe płyty w dorobku artysty - przebojowa "Wild Frontier" z podszytym klimatami folkowymi przebojem "Over The Hills And Far Away" oraz udanym coverem "Friday On My Mind" The Easybeats, a także album "After The War". Świetną artystyczną i komercyjną passę gitarzysty zakłóciła tragedia, śmierć Phila Lynotta w styczniu 1986 roku. Jemu Gary zadedykował krążek "Wild Frontier" oraz piosenkę "Blood Of Emeralds" z "After The War".
Na kolejną po "After The War" płytę Moore'a fani nie musieli czekać długo. Ledwie kilkanaście miesięcy. Ale miłośnicy ostrego rockowego grania musieli być mocno zdziwieni. Krążek "Still Got The Blues" był bowiem, jak wskazywał tytuł, powrotem Moore'a do bluesowych i bluesrockowych korzeni. Na płycie znalazły się interpretacje kilku standardów, ale największą sławę zdobyła autorska piosenka tytułowa. Piękna, liryczna ballada stała się jedną z najbardziej znanych kompozycji w dorobku artysty i zawojowała rozgłośnie radiowe na całym świecie. Warto wspomnieć, że na "Still Got The Blues" w roli gości pojawili się idole Moore'a - Albert Collins, Albert King i George Harrison z The Beatles. Wspomniany krążek był najlepszym i najcieplej przyjętym bluesrockowym dokonaniem Gary'ego. Jego sukcesu nie powtórzyła ani płyta "After Hours", ani koncertówka "Blues Alive". W pierwszej połowie lat 90. powstała też supergrupa BBM, w której obok Gary'ego znaleźli się znani z Cream Jack Bruce i Ginger Baker. Kolaboracja zaowocowała jednym albumem, "Around The Next Dream" z 1994 roku. Przyjęto go dobrze, ale sukcesu na listach nie odniósł. Do końca ostatniej dekady XX wieku, a także później, dorobek muzyka wypełniły głównie krążki zawierające gitarową, bluesrockową muzykę (w tym wspomniany wcześniej hołd dla Petera Greena). Czasami mocno kojarzącą się z dokonaniami Jimiego Hendrixa ("Back To The Blues", "Scars", "Bad For You Baby"). Zdarzyło się też Moore'owi poflirtować z innymi gatunkami i współczesną elektroniką ("Dark Days In Paradise", "A Different Beat"). Bardzo dobrze było przyjmowane stworzone przez Gary'ego na początku XXI wieku trio, w którym wspierali go znany ze Skunk Anansie basista Cass Lewis oraz bębniący wcześniej w Primal Scream i Babylon Zoo Darrin Mooney. Ten ostatni znalazł się w ostatnim wcieleniu zespołu towarzyszącego gitarzyście na koncertach w 2010 roku. Był w nim także wieloletni współpracownik Moore'a, znakomity klawiszowiec, wokalista i kompozytor Neil Carter (współautor "Empty Rooms"). Z nimi oraz basistą Jonathanem Noycem Irlandczyk dał znakomite, hardrockowe (!) koncerty w wielu krajach świata.
Kiedy fani oczekiwali na kolejne koncerty i nagrania, 6 lutego 2011 roku spadła na nich wieść o niespodziewanej śmierci artysty. Moore odszedł na zawsze w wieku niespełna 59 lat. Zmarł w Hiszpanii, gdzie przebywał na wakacjach. Jego ciało znaleziono w pokoju hotelowym.

Gdy mówimy o wspaniałych utworach ludzie często ograniczają się do wokalisty i mówienia o jego wspaniałym głosie... Ja chcialabym w tym wpisie zająć się osobami które w tworzeniu tych wspaniałych i niesmiertelnych kawałków biorą taki sam a moze nawet większy udział... Mówię o gitarzystach którzy odwalają kawał dobrej roboty sprawiając, że muzyka trafia prosto do naszych serc i pozostaje tam już na zawsze. Dziś wymienie te solówki gitarowe które moim zdaniem zasługują na miano tych najwspanialszych. To sa tylko moje propozycje z którymi nie musicie sie zgadzać, a na wszelkie wasze pomysły czekam z niecierpliwoscią.:):)
Pozdrawiam:*
Melanie92
A oto moje propozycje:
- Jimmy Page (Led Zeppelin) - "Stairway To Heaven"
-Jimmy Page (ed Zeppelin)- "Kashmir"
-Jimmy Page (Led Zeppelin)-"Whole lotta to love"
- Eddie Van Halen (Van Halen) - "Eruption"
- Allen Collins /Gary Rossington (Lynyrd Skynyrd) - "Freebird"
- David Gilmour (Pink Floyd) - "Comfortably Numb"
- Jimi Hendrix - "All Along The Watchtower"
- Slash (Guns n'Roses) - "November Rain"
- Kirk Hammet (Metallica) - "One"
- Don Felder / Joe Walsh (The Eagles) - "Hotel California"
- Randy Rhoads (Ozzy Osbourne) - "Crazy Train"
- Eric Clapton (Cream) - "Crossroads"
-Mark Knopfer (Dire Straits) - "Sultans of Swing"
-Ritchie Blackmore (Deep Purple) - "Child In Time"
-David Gilmour (Pink Floyd) - "Another Brick In The Wall partII"



Czekam na wasze pomysły:P:P
StarGuardMuffin
Chciałabym wam przedstawić pewien zaspół, który ja osobiście poznałam jakiś rok temu i który bardzo pokochałam... Pisze o nim dopiero teraz ponieważ od 19 listopada będzie można kupić ich debiutancki album do którego kupna bardzo zachęcam wszyskich fanów muzyki reggae i nie tylko. 4 ich piosenki dodałam na pierwszych miejscach naszego odtwarzacza abyście sami mogli usłyszec i ocenić;P Miłego słuchania... Blesss;)
•
•
StarGuardMuffin – brzeska formacja muzyczna powstała dwa lata temu wykonująca szeroko pojętą muzykę reggae. W swoim repertuarze oferuje zarówno utwory rootsowe, jak i nowoczesne brzmienia.
Zespół składa się z młodych, ambitnych muzyków czerpiących przyjemność z każdego koncertu. Pasja realizowana przez dźwięki i masa pozytywnych wibracji powoduje, iż każdy koncert jest na swój sposób wyjątkowy.
•
•
W skład zespołu wchodzą:
Kamil Bednarek (wokal)
Szymon Chudy (gitara)
Radek Szyszkowski (klawisze)
Kuba Wojciechowski (bas)
Maciek Pilarz (bębny)
•
•
A oto okładka ich debiutanckiego albumu "Szanuj":

no i foty zespołu:



Rolling Stones

Trudno w to uwierzyć, ale The Rolling Stones grają od ponad 40 lat. I chociaż wszyscy zdążyliśmy się oswoić z żywotnością rozmaitych weteranów muzyki popularnej, akurat ten przypadek jest szczególny. Stonesi bowiem, od początku swojej kariery do dziś, konsekwentnie kultywują to, co nazwać można etosem rocka.
Ich specjalnością były burdy, narkotyki, seks no i muzyka. Skład zespołu "niegrzecznych chłopców" był następujący: Mick Jagger (śpiew, ur. 26 lipca 1943 roku), Keith Richards (gitara, ur. 18 grudnia 1943 roku), gitarzysta, który został uznany za najpiękniej zmarnowanego człowieka, Charlie Watts (perkusja, ur. 2 czerwca 1941), Bill Wyman (gitara basowa, ur.24 października 1936 roku) i Brian Jones (gitara, ur. 28 lutego 1942, zm. 3 lipca 1969).
Zespół powstał w 1962 roku; wszystko zaczęło się od spotkania Micka i Keitha w pociągu. Ich wspólną fascynacją był Chuck Berry. Pierwszą autorską piosenką (skomponowaną przez Keitha i Micka, jak około 330 innych) była "The Last Time". Nie sposób nie wspomnieć o "Satisfaction", która po dodaniu riffu Keitha stała się hymnem zespołu. Niemal równie sławne stały się: "Let's Spend The Night Together", "Ruby Tuesday","Paint It Black", "Jumpin' Jack Flash" czy "Sympathy For The Devil". To i tak tylko mała cząstka hitów Stonesów z lat 60.
Stonesi bili wszelkie rekordy na koncertach. 13 kwietnia 1967 zagrali w warszawskiej "Sali Kongresowej". Szkoda tylko, że pół sali zajęli ludzie z partii komunistycznych, których Jagger nie raz obraził...
3 lipca 1969 w tajemniczych okolicznościach Brian Jones topi się w basenie na terenie własnej posiadłości, a na jego miejsce przychodzi Mick Taylor, który jednak odchodzi w 1976 roku. Z nim Stonesi stworzyli takie hity, jak "Brown Sugar", "It’s Only Rock'n Roll" , "Angie" , "Heartbraker", "Wild Horses".
Za Taylora do zespołu dochodzi Ron Wood (ur. 1 czerwca 1947 roku), który słynie ze swoich artystycznych uzdolnień (maluje obrazy olejne). Kolejne płyty przynoszą kolejne hity: "Miss You", "Dance" (Pt. 1), "Memory Motel", "Beast Of Burden". Zaczynają się lata 80. Ukazuje się album "Tattoo You". Stonesi wyjeżdżają na tournee, z którego pochodzi kolejny koncertowy album - "Still Life".
Początek lat 80. to czas zbierania nagród: za najlepszy zespół, najlepszy album 1981, najlepszy album koncertowy 1981, najlepszy singel "Start Me Up", najlepszy solista Mick i najlepsi tekściarze Mick i Keith. Ukazują się też kolejne płyty.
W roku 1986 zespół rozpada się przez kłótnię. Powodem rozpadu było nagranie przez Jaggera płyt solowych, jednak wkrótce Keith odpłaca się nagrywając własne krążki - "Talk Is Cheap" i "Main Offender" (wyprodukował też film o swoim idolu, Chucku Berrym - "Hail, Hail Rock'N'Roll").
W 1989 ukazuje się kolejna płyta ("Steel Wheels"). Stonesi znowu królują: "Sad, Sad, Sad" i "Mixed Emotions" to świetne piosenki. Kolejna trasa, kolejne rekordy frekwencji. Wkrótce potem odchodzi Bill Wyman, a na jego miejsce wchodzi Daryll Jones.
Rok 1993 rok i 1994 Stonesi spędzają na nagrywaniu w studiu. Materiał zostaje wykradziony i w minimalnej ilości wydany nielegalnie przez firmę Vigotone. Na oficjalnym album "Voodoo Lounge" ukazuje się w 1994 roku. Na płycie znalazły się przeboje: "Love Is Strong", "You Got Me Rocking" , "Sparks Will Fly", "I Go Wild". Zespół rusza na wielkie światowe tournee "Voodoo Lounge Tour 94-95". Trasa obfituje w wiele niespodzianek tzn. starych piosenek itd. Podczas wykonywania "Sympathy For The Devil" Jagger ma na sobie kapelusz z czaszką zwierzęcą, wisiorki z kości i garnitur opasany mnóstwem piór.
Później ukazują się kasety wideo: "Voodoo Lounge" zawierająca zapis z koncertu z Miami oraz płyta "Stripped" z półakustycznymi fragmentami koncertów z Amsterdamu.



Led Zeppelin

Brytyjska grupa rockowa założona w 1968 roku. W jej skład wchodzili – Jimmy Page (gitara), Robert Plant (wokal), John Paul Jones (bas, klawisze) oraz John Bonham (perkusja). Dzięki brzmieniu gitarowemu określana mianem jednych z pierwszych zespołów heavy metalowych, choć jej styl trudno zakwalifikować tylko do jednego gatunku; w ich twórczości można usłyszeć inspiracje czerpane z bluesa, folku, muzyki celtyckiej, indiańskiej, arabskiej, przez reggae, soul, muzykę funk oraz klasyczną, a także z country. Charakterystyczny głos wokalisty jest uznawany przez wielu za najlepszy w historii rocka.
Początki zespołu sięgają czasów działalności innego słynnego bluesowo – rockowego zespołu - The Yardbirds. Jimmy Page dołączył do nich w 1966 roku, po tym, jak oryginalny basista ze składu - Paul Samwell-Smith – opuścił grupę. Page niedługo potem stworzył bardzo udany duet z Jeffem Beckiem. Kiedy ten odszedł z zespołu, a działalność formacji zaczęla chylić się ku upadkowi – Page postanowił sam stworzyć supergrupę, wspólnie z Beckiem na gitarze, perkusistą The Who - Keithem Moonem oraz basistą Johnem Entwistlem. Jako wokaliści brani byli pod uwagę – szkocki multiinstrumentalista Donovan, Steve Winwood (Traffic, Blind Faith) oraz Steve Marriott (Small Faces, Humble Pie). Grupa ta nigdy nie powstała, niemniej jednak panowie – Beck, Page i Moon nagrali w 1966 roku razem piosenkę „Beck's Bolero”, która pojawiła się na albumie tego pierwszego „Truth”. W sesji tej uczestniczył także klawiszowiec i basista John Paul Jones, który zdawał się być zainteresowany współpracą z Pagem w jakimś przyszłym projekcie muzycznym.
Finałowy koncert The Yardbirds odbył się w lipcu 1968 roku. Niedługo potem Page oraz basista Chris Dreja zaczęli znów na poważnie rozważać możliwość powołania do życia kolejnej grupy. Zaprosili do współpracy Terry’ego Reida, który wstępnie się zgodził, potem jednak polecił młodego muzyka z Birmingham – Roberta Planta, a ten z kolei zarekomendował perkusistę Johna Bonhama. Kiedy Dreja postanowił jednak się wycofać i zostać fotografem – na prośbę swojej żony – z zespołem w sprawie wakatu spotkał się basista John Paul Jones i został przyjęty.
Grupa po raz pierwszy spotkała się w pokoju przylegającym do studia nagrań przy Gerrard Street w Londynie. Bardzo szybko myzycy znaleźli wspólny język i doskonale się ze sobą zgrali. Niedługo potem zagrali swoją pierwszą kompozycję „Jim's Blues”. Pomiędzy sierpniem a wrzęsniem 1968 roku powstało pierwszych kilka piosenek o silnym zabarwieniu bluesowym, z którym zresztą do końca nigdy nie zerwali. Kompletowali tournee skandynawskie jako The New Yardbirds. Było jednak jasnym, że nieuchronnie zbliża się czas do zaistnienia pod własną nazwą, a nie zapożyczoną od formacji, która już nie istniała. Do legendy przeszła historia powstania nowej nazwy – Led Zeppelin. Przypisuje się ją Keithowi Moonowi, który miał po jednym z koncertów powiedzieć, że muzyka „unosiła się jak ołowiany sterowiec” czyli „lead Zeppelin”. Po sugestiach managera Petera Granta zmieniono pierwszy człon „lead” na „leed”, a w końcu czytane jako „led”. Sprawa wylądowała w sądzie, ze względu na prawa rodziny konstruktora do nazwy statku – pozew spadkobierców Ferdinanda von Zeppelina został oddalony i muzycy mogli pozostać przy wybranej nazwie. W listopadzie 1968 roku formacja podpisała ogromny, jak na owe czasy kontrakt z wytwórnią Atlantic Records, opiewający na sumę 200 tysięcy funtów.
Pod nową nazwą zespół zadebiutował w październiku 1968 roku, nie miał jednak na tyle materiału, by wejść do studia. Ogrywali więc to, co mieli na koncertach, przeciągając je w nieskończoność. Dopiero po skompletowaniu dostatecznej ilości kawałków – zaczęli nagrywać. Pierwszy album zarejestrowali w ciągu zaledwie 36 godzin i wydali go w 1969 roku jako po prostu „Led Zeppelin” w stylu mieszanki bluesa, folku i wschodnich wpływów.
Drugi album, nazwany „Led Zeppelin II” powstał w tym samym roku i był jeszcze większym sukcesem, niż debiutancki. Stworzyli swój własny styl, wpisując się w budowę hard rocka. Trasy koncertowe po każdym z longplayów były swoistymi widowiskami, pełnymi improwizacji i poszerzanych wersji utworów znanych z wykonań studyjnych.
Podczas pracy nad trzecim albumem „Led Zeppelin III” Page i Plant przenieśli się do Walii. W rezultacie otrzymali bardziej akustyczne brzmienie i jeszcze silniejsze odwołanie do celtyckiej muzyki. Wydawnictwo spotkało się jednak z mieszanymi reakcjami ze strony fanów, mających za złe częściowe odejście od brzmienia dwóch poprzednich krążków. Album otwierał utwór „Imigrant Song”, który przeszedł do klasyki gatunku.
Czwarty album nagrali w listopadzie 1971 roku. Nie ma on nazwy, a jedynie symbole, wydrukowane na okładce. Fani jednak zwyczajowo nazywają go po prostu „Led Zeppelin IV”. Po raz kolejny zaprezentowali na nim swoje unikalne brzmienie - czyste akustyczne dźwięki gitary połączone zostały z bluesową manierą. Znalazły się na nim klasyki gatunku – „Black Dog”, „Going to California” (poświęcone Joni Mitchell) oraz jedno z najsłynniejszych nagrań w historii zespołu – „Stairway to Heaven”. Ze względu na swoją długośc nigdy nie ukazało się jako singiel, a całe wydawnictwo do połowy 2006 roku sprzedało się w samych tylko Stanach Zjednoczonych w nakładzie 23 milionów kopii i jest uznane za jedno z najważniejszcych w historii szeroko pojętej muzyki rozrywkowej.
Zespół największą popularność osiągnął w latach 1972-1977. Definiowaly go nie tylko wspaniałe płyty, świetnie koncerty, ale również image sceniczny, składający się z długich, kwiatowych strojów oraz wielu bransoletek na rękach, które symbolizować miały tęsknotę za utraconym światem dzieci – kwiatów.
Kolejny album „Houses of the Holy” nagrali w 1973 roku. Widać na nim eksperymenty z syntezatorami i mellotronem. Dwa lata później ukazał się kolejny longplay „Physical Graffiti”. Rok później zrobili sobie przerwę od koncertowania i założyli własną wytwórnię – Swan Song, od tytułu jednej z pięciu nigdy nie wydanych piosenek zespołu. Wydawali nie tylko swoje nagrania, ale również takich artystów jak – Bad Company, Pretty Things czy Sad Café.
Dwa lata później wydali dwupłytowy krążek – „Physical Graffiti”, pierwszy wydany przez swoją wytwórnię. Rolling Stone napisał o nich, że mogą startować razem z The Who i Rolling Stonesami do miana Najlepszego Zespołu na Świecie. Album osiągnął ogromny sukces. W maju tego roku formacja zagrała pięć koncertów w Earls Court Arena w Londynie, z których relacja została wydana na dvd w 2003 roku. Po tych sukcesach – zespół wyjechał na zasłużone wakacje, planując jednocześnie letnie koncerty po Stanach. Wszystko to przerwał wypadek samochodowy Planta i jego żony na Rodos w Grecji. Wokaliście, poza złamaną kostką u nogi, nic się nie stało, natomiast jego żonie potrzebna była transfuzja krwi.
W tym czasie – Led Zeppelin był rockowym światowym numerem jeden, zostawiając w tyle pod względem sprzedaży nawet Stonesów. Pracując nad nowym materiałem – pojawiły się w prasie plotki o uzależnieniu Page’a od heroiny. Mimo problemów, gitarzysta w jednym z wywiadów przyznał, że jest to jego ulubiony longplay, a rozpoczynający go utwór „Achilles Last Stand” - wg niego jest najlepszym kawalkiem z tej płyty. W 1976 roku premierę miał film „The song Romains The Same”, a w sklepach pojawił się soundtrack pod tym samym tytułem.
Rok później ich koncert w Tampa Stadium został wpisany do Księgi Guinessa jako największy pojedynczy występ oglądany przez widzów – w tym przypadku było to 76 229 tysięcy osób. W 1977 roku Plant przeżył osobistą tragedię – na wirusowe zapalenie żołądka zmarł jego pięcioletni syn Karac. Resztę przygotowanej trasy koncertowej trzeba było natychmiast odwołać.
W listopadzie 1978 roku zespół ponownie wszedł do studia. W rezultacie powstał krążek pod tytułem „In Through the Out Door”, który choć zbierał różne recenzje wśród krytyków i tak w drugim tygodniu sprzedaży osiągnął pierwsze miejsce w zestawieniu Billboard Album Chart w Wielkiej Brytanii i USA. Ponadto cały katalog płyt wszedł na listę Billboard Top 200 pomiędzy 27 październikiem a 3 listopada 1979 roku. Po wydaniu płyty zespół ruszył w trasę koncertową. Podczas występu w Nuremberg w Niemczech 27 czerwca Bonh am na scenie nagle zasłabł i koncert został przerwany. Perkusista został przewieziony do szpitala. Prasa spekulowała, że zasłabnięcie było spowodowane uzależnieniem muzyka od alkoholu i narkotyków, ale zespół zaprzeczył, twierdząc że było to zwykłe przejedzenie. Europejska trasa zakończyła się berlińskim koncertem 7 lipca.
24 września 1980 roku asystent grupy Rex King zabrał Bonhama do Bay studios na próby przed mającą się odbyć trasą koncertową po USA. Podczas podróży artysta poprosił, aby zatrzymać się na śniadanie, na które zamówił porcję szynki i szesnaście shotów wódki (400 ml). Po dotarciu do studia Bonham kontynuował picie alkoholu. Po próbie zespół przeniósł się do domu Page’a. Bonham usnął po północy i został położony przez kolegów w jednej z sypialni. O 13:45 następnego dnia manager zespołu Benji LeFevre i John Paul Jones znaleźli Bonhama martwego, który udusił się własnymi wymiocinami. Perkusista został skremowany 10 października 1980 roku w Droitwich, w hrabstwie Worcestershire w Anglii. Po jego śmierci zespół postanowił zakończyć działalność, pomimo, że muzycy takiej klasy jak Cozy Powell, Carmine Appice, Barriemore Barlow, Simon Kirke czy Bev Bevan gotowi byli dołączyć do grupy na jego miejsce.
W 1982 roku zespół wypuścił na rynek płytę zatytułowaną „Coda”, na której znalazły się niepublikowane nagrania z lat poprzednich. Wśród nich była instrumentalna solówka perkusyjna Bonhama z 1976 roku pod tytułem „Bonzo’s Montreaux”.
13 lipca 1985 roku Plant, Page i Jones ponownie połączyli siły, aby wystąpić na filadelfijskiej części koncertu Live Aid. Muzykom towarzyszyli perkusiści Tony Thompson i Phil Collins (grał na perkusji na dwóch pierwszych solowych albumach Planta), oraz basista Paul Martinem (członek zespołu wokalisty w tamtym czasie). Występ był fatalny, do czego przyczynił się brak prób, rozstrojona gitara Page’a, kiepskie odsłuchy i problemy z głosem wokalisty. Zespół nie zgodził się na wykorzystywanie zapisu koncertu. Aby wesprzeć fundację Page i Plant postanowili przekazać na jej rzecz dochód z mającego się niebawem ukazać ich wspólnego wydawnictwa DVD, natomiast John Paul Jones przekazał zysk ze swojej obecnej trasy koncertowej.
W maju 1988 roku zespół zszedł się ponownie na koncert z okazji 40 rocznicy Atlantic Records, tym razem z synem zmarłego perkusisty Jasonem Bonhamem za bębnami. Jednak ponownie nie był to udany występ, głównie z powodu kłótni pomiędzy Pagem i Plantem.
W latach 90. ukazały się dwa boxy zawierające zremasterowane pod okiem Page’a wszystkie studyjne albumy grupy oraz niepublikowane dotąd nagrania koncertowe.
W 1994 roku Page i Plant zagrali razem koncert dla MTV, który później ukazał się na rynku pod tytułem „No Quarter: Jimmy Page and Robert Plant Unledded”. Muzycy zagrali głównie utwory z repertuaru Led Zeppelin. Kiedy zapytano Planta gdzie był w tym czasie Jones, ten odpowiedział, że „parkował samochód”.
12 stycznia 1995 roku Led Zeppelin zostali wprowadzeni do amerykańskiej Rock and Roll Hall of Fame. Zagrali z tej okazji krótki koncert, tym razm z Jones’em. Na perkusji znów grał Jason Bonham, a muzyków wsparli Steven Tyler i Joe Perry z Aerosmith oraz Neil Young i Michael Lee.
11 listopada 1997 roku na rynku pojawiło się wydawnictwo Led Zeppelin „BBC Session”, zawierające zapis prawie wszystkich utworów nagranych dla stacji. Rok później Page i Plant wydali kolejny solowy album „Walking into Clarksdale”, który nie odniósł jednak takiego sukcesu jak „No Quarter”.
W 2003 roku ukazały się dwa kolejne wydawnictwa grupy – potrójny album koncertowy „How The West Was Won” i płyta DVD zatytułowana po prostu „Led Zeppelin”. To drugie wydawnictwo do końca roku uzyskało sprzedaż ponad 520 000 egzemplarzy.
W 2004 roku zespół otrzymał nagrodę Grammy za całokształt twórczości. W 2006 roku dostali nagrodę Polar Music Prize, wręczaną przez króla Szwecji oraz zostali włączeni do brytyjskiej Music Hall of Fame.
W 2007 roku pojawiły się kolejne wydawnictwa grupy. Pierwszym z nich była składanka „Mothership”, zawierająca zbiór największych nagrań zespołu, kolejnym zaś reedycja ścieżki dźwiękowej i DVD „The Songs Romains the Same”.
12 września 2007 roku do prasy trafiła informacja, że zespół znów połączy siły aby zagrać kolejny charytatywny koncert. Za perkusją znów miał zasiąść Jason Bonham. Koncert odbył się 10 grudnia tegoż roku i został entuzjastycznie przyjęty przez krytyków i fanów. Zespół był na tyle zadowolony z występu, że muzycy nie zanegowali nawet możliwości wyruszenia w kolejna trasę koncertową, czy też nagrania nowego albumu.
Przez blisko 30 lat istnienia, przerwane dopiero śmiercią perkusisty – formacja sprzedała na świecie ponad 300 milionów płyt, w tym w samych tylko Stanach Zjednoczonych – 111 milionów krążków. W zestawieniu VH1 100 Najwybitniejszych Artystów Hard Rocka zajęli pierwsze miejsce, a Rolling Stone nazwał ich „najcięższym zespołem w historii” i „największym w latach 70”.
















































